Responsive image Responsive image
historia firmy

Blog Z cyklu „Byłem programistą, teraz jestem CEO”  - Gdy przyjaciel staje się wrogiem cz.2

Z cyklu „Byłem programistą, teraz jestem CEO”  - Gdy przyjaciel staje się wrogiem cz.2

Michał Ręczkowicz – Z cyklu „Byłem programistą, teraz jestem CEO” 

CHAPTER 3: Gdy przyjaciel staje się wrogiem cz.2

Z tego wpisu dowiesz się:

- dlaczego odszedłem z firmy którą sam stworzyłem;

- jakie błędy popełniłem;

- dlaczego warto mieć ograniczone zaufanie w biznesie;

Gra toczy się dalej

W pewnym momencie zaczęli działać bardziej aktywnie, już mieli ułożony konkretny plan. W międzyczasie padało wiele propozycji, typu ”wywieźć do lasu w kominiarkach, nastraszyć jak w dobrych filmach kryminalnych i gość zmięknie” – hm :) dobre, ale coś nie wyszło! Kolejny pomysł, bardziej realny, to włamanie się na mój komputer, zebranie wszystkich istotnych informacji i podłożenie przysłowiowej świni. Plan zakładał także zrobienie ze mnie wariata przed inwestorem. Nie byłoby to trudne – większość czasu miałem z nim na pieńku, z racji mojej postawy. Odmawiałem bowiem wykonywania projektów tanio, czy za darmo i walczyłem o to, by nie nazywano nas studentami, bo przez to traciliśmy klientów. Dlaczego? Nie traktowano nas wtedy poważnie, nie mogliśmy dawać dużych cen, proste. W każdym razie moja pozycja na uczelni, jako studenta i tak była mocna, bo byłem Twórcą i Liderem koła Naukowego Nowych Technologii Programistycznych, a duża część wykładowców opowiadała się za mną.

Wracając do spisku - w pewnym momencie musiałem zareagować. Usiadłem jednego wieczoru i przy szklance dobrego whiskey udało mi się przeczytać całość – osiem miesięcy rozmów na chatach. Wiedziałem już wszystko, przy okazji dowiedziałem się, kto i jakimi obelgami zostaje obrzucany, gdy coś zrobi w firmie.

W każdym razie, na następny dzień musiałem już działać, bo znalazłem nową informację o tym, że chłopaki będą się na serio włamywać na mój komputer, podczas mojego wyjazdu do Krakowa. Cóż, nie zastanawiałem się ani chwili. Była 21.00. Postanowiłem, że pojadę do biura i zabiorę mój komputer – co prawda mój dysk był mocno zaszyfrowany już od dłuższego czasu, wiele by nie mogli, ale nie chciałem dopuścić do takiej sytuacji. Wpadłem do biura i zwyczajnie zabrałem komputer do domu. Tam też pozostał, aż do powstania nowej firmy.

Nazajutrz zaraz z rana nie pojechałem do Krakowa, byłem zbyt ciekaw, co się stanie. Zabrałem prywatnego laptopa i wybrałem się do biura bardzo wcześnie. Podjeżdżając pod budynek, przy drzwiach zewnętrznych zobaczyłem wspólnika. Jak nigdy palił papierosa! Był zdenerwowany i gdy mnie zobaczył - cały się trząsł! Zerknąłem na chat w ciągu dnia – ha! Tekst: „Kur** on coś wie! Ja pier***** mamy prze*****ane. Co teraz? Spotkajmy się szybko i obgadajmy sprawę!”

Logiczne, wiedzieli już, że coś wiem, bo w to, że „wziąłem komputer do naprawy” nie uwierzyli. Wcale mi na tym nie zależało. Najważniejsze, że się nie mogli już włamać. Bardzo się tym przejęli, bo zakomunikowali mi, że mają spotkanie na mieście z nowym klientem :) Ja udałem oczywiście że ok, spoko. I dalej grałem swoją rolę, nie mówiąc im nic o chacie. Jeszcze.

Desperacki krok

Ta moja gra trwała ponad 2 miesiące, a ostatnie 4 tygodnie były - jak teraz na to patrzę - dość zabawne, bo oni dalej pisali na chacie! I nadal nie wiedzieli, jak to jest że ja coś wiem, bo zawsze ich uprzedzam z działaniami! Wtedy wpadli na ostatni desperacki krok i postanowili spisać dokument dla inwestora, który miał 46% firmy. Papier, w którym oskarżyli mnie, że działam na szkodę spółki i że trzeba mnie natychmiast usunąć z pozycji Prezesa! Niestety, było to możliwe, bo przecież wspólnik miał 16% spółki, więc z inwestorem mieli razem większość! Cóż, ja też podobny dokument przygotowałem. Czekałem, aż oni złożą swój. Potem go przeczytałem, bo przecież sobie go udostępniali na chacie. Miałem możliwość swobodnie, w ciągu paru chwil zaktualizować swoje pismo, ze wskazaniem także chatu…

Ludzie inwestora nie mogli uwierzyć w to co się działo! Ale jednak - to się działo. Smutne było to, że  nie wiele chcieli też zrobić. Fakt, próbowali to załagodzić, ale było widać, że im to nawet odpowiada. Zapewne kusząca była wizja pozbycia się mnie pod byle jakim pretekstem.

Tak więc - niemal nic nie zrobili, a moja pozycja wisiała na włosku. W międzyczasie planowałem wyjazd do USA, jako reprezentant IT na Podkarpaciu. Pamiętam, że na chatcie od razu powstała rozmowa z ludźmi od inwestora, aby ten mój wyjazd koniecznie zablokować, żeby wysłać wiceprezesa, a nie mnie. Nie udało się tego już cofnąć. Znowu miałem przewagę, znałem ich zamiary! Przed wyjazdem postanowiłem, że zakończę tą grę. Ujawniłem źródło informacji. Chłopaki zbledli, przez chwilę zaprzeczali, a potem już tylko niedowierzali. Wtedy też dałem zwolnienia i wyprosiłem z firmy. Wiceprezes był teoretycznie władny, by ich z powrotem zatrudnić, więc zarzekał się, że nie mogę tego zrobić. Więc kazałem im wszystkim opuścić biuro i nie przychodzić do firmy.

Przez kolejny tydzień sytuacja była mega trudna. Oni nie mogli się już wycofać, grali o wszystko! W firmie doszło do kilku scen. Wiceprezes zaczął zwalniać ludzi, ja te dokumenty publicznie darłem, zaznaczając, że jedyną osobą, która zwalnia w tej firmie, jestem ja. Takich scen przy pracownikach niestety parę było.  Nie podobało mi się to, że chcą wmieszać w to mój zespół, najpierw próbując pozbyć się najbardziej mi przychylnych pracowników.

Klasyk rodem z USA

Po tamtym burzliwym tygodniu wyjechałem do USA. Przed odlotem powiedziałem ludziom, że mają pracować jak zawsze. Jeśli jednak ktoś zostanie zwolniony, to ja to anuluję. Prosiłem o chwilę wytrwania w tej trudnej sytuacji.

USA. O tym mógłbym napisać osobno, ale efekt tego był taki, że po wielu rozmowach z niesamowicie inspirującymi ludźmi, którzy przekazali mi ogromną wiedzę, utwierdziłem się tylko w decyzji: odchodzę z MobiTouch i zakładam nową firmę, a ze sobą zabieram ludzi, klientów i co tylko się da. W Dolinie Krzemowej zdrada w biznesie to klasyk – tak moją historię skwitował Steve Wozniak i wielu innych, których spotkałem. Powiedzieli: „weź przykład ze Steva Jobsa, jeśli to Ty jesteś tą lokomotywą, która ciągnie wagony, to czym oni będą bez Ciebie?”

Wróciłem do Polski odmieniony, tysiąc razy odważniejszy. 2 grudnia 2015 roku złożyłem rezygnację z firmy. O ile dobrze pamiętam, tego samego dnia 18 innych osób w firmie wręczyła wiceprezesowi wypowiedzenia. Późnym popołudniem spotkałem się ze wszystkimi i opowiedziałem w szczegółach o nowej firmie – wszyscy byli za! Zapowiedziałem, że będzie ciężko, nie będzie z początku kapitału, trzeba na nowo zbudować wizerunek firmy, ale postanowiliśmy, że tego dokonamy.

Część III

 

 

10.04.2017

<< powrót

Podziel się wpisem:

bg

Zainteresowany?

Napisz do nas [email protected]