Responsive image Responsive image
historia firmy

Blog Z cyklu „Byłem programistą, teraz jestem CEO”  - Gdy przyjaciel staje się wrogiem cz.3

Z cyklu „Byłem programistą, teraz jestem CEO”  - Gdy przyjaciel staje się wrogiem cz.3

Michał Ręczkowicz – Z cyklu „Byłem programistą, teraz jestem CEO” 

CHAPTER 3: Gdy przyjaciel staje się wrogiem cz.3

Z tego wpisu dowiesz się:

- dlaczego odszedłem z firmy którą sam stworzyłem;

- jakie błędy popełniłem;

- dlaczego warto mieć ograniczone zaufanie w biznesie;

Powstanie nowej firmy

Przez kolejny tydzień moi byli współpracownicy (wiceprezes i pozostała dwójka) jeździli po domach pracowników i prosili o to, by ci zostali z nimi, kusząc lepszą kasą. Oczywiście, nie do każdego pojechali. Próbowali tylko z kluczowymi pracownikami. Cóż, został z nimi tylko jeden – ten właśnie, co dobrze się ubierał.

Jak ja się czułem? Cholera, ta zdrada kosztowała mnie dużo zdrowia. Najbardziej przykre było to, że mój wspólnik spiskował z innymi za moim plecami, że nie przyszedł do mnie i nie powiedział szczerze, że musimy się biznesowo rozstać. Przecież mogliśmy się jakoś dogadać, jak cywilizowani ludzie. Może obeszło by się bez bycia dla siebie wrogami. To był mój przyjaciel – człowiek, któremu sam osobiście pożyczyłem pieniądze na udziały, bo nie miał. Potem spłacał mi to ratami, co utrzymywaliśmy w tajemnicy przed jego przyszłą żoną – bo czego się nie robi dla kumpla! Nie mogłem się pogodzić z tym, jak bardzo byłem głupi, ufając mu. Wierząc, że kto jak kto, ale on będzie po mojej stronie. Dochodziłem do siebie dwa tygodnie, a tak naprawdę trochę dłużej. Jednak musiałem być silny, dla ludzi którym obiecałem zapewnić pracę. W końcu to byli dla mnie najważniejsi ludzie tego czasu. Musiałem działać.

Stanąłem na głowie i 19 grudnia 2015 powstało PrimeBit Studio i wspólnie ze starą ekipą zaczęliśmy nowy rozdział. Rozdział (który trwa nadal) który wcale nie był łatwy, ale to już inna historia.

Jakiś czas później

Czy obeszło się bez dalszych problemów? Nie! Na samym początku powstania PrimeBit Studio byłem atakowany sądowymi pismami ze starej firmy. Moi pracownicy dostawali je również! Ale wiecie co? Miałem cały chat, mnóstwo dokumentów które mogłem użyć w każdej chwili. Dlatego prawdopodobnie odpuścili, nie mogli brnąć w to dalej, inwestor im na to nie pozwolił. W sumie nie obeszło się też bez czarnego PR – przez miesiące moi byli współpracownicy atakowali nas w mediach społecznościowych, w sumie stworzyli małą koalicję z wcześniejszymi wrogami firmy (właśnie m.in. z owym słuchaczem mojej ostatniej prezentacji), ale nic to nie dało. Te wszystkie incydenty w ostatecznym rozrachunku do niczego nie prowadziły. My natomiast zajęliśmy się sobą, zaczęliśmy od nowa.

Dziś mój pierwszy startup nadal funkcjonuje. Chłopaki nie poddali się, przejęli firmę. Rok po rozłamie odkupili ode mnie udziały za sporą kwotę, dzieląc się nimi pomiędzy siebie. Sam tę sprzedaż sprowokowałem, tak samo odkupienie od nich gier. Znając finanse spółki, jeszcze jako udziałowiec wiedziałem, kiedy nastąpi odpowiedni moment. Spółka potrzebowała szybko kasy, która ją podratuje.

Ja natomiast odkupiłem od nich 8 gier, które stworzyłem wraz z zespołem. Kosztowały grosze, sprzedali je za dziesięć razy mniejszą wartość, niż koszty produkcyjne. Ja natomiast na tym zyskałem, dziś na podstawie tych gier powstała nowa spółka zależna od PrimeBit Studio, która nazywa się PrimeBit Games (z obecnym kapitałem zakładowym na 500 tyś zł) – i niebawem będzie wchodzić na giełdę.

Koledzy z pokoju

Tak na marginesie: jakiś czas po rozłamie firmy MobiTouch mój były project manager, jeden z trzech, zaprosił mnie na rozmowę w cztery oczy. Zgodziłem się. Całą rozmowa sprowadzała się do tego, że miał wyrzuty sumienia i poprosił mnie o wybaczenie. Jak myślicie, wybaczyłem mu?

Handlowiec, od którego się to wszystko zaczęło? - gdy sprzedawałem udziały wiedział, że nie robię tego z braku kasy, bo za oknem stał piękny mercedes. A jego głos i ręce same mówiły za siebie, gdy podpisywał tamte dokumenty. Dodam jeszcze jedno: nie wykończyłeś mnie psychicznie! I te smsy też na wszelki wypadek zachowałem.

Wiceprezes – jest teraz Prezesem, który zaciera ślady mojego istnienia w firmie. Cóż, z kim przystajesz, takim się stajesz. Powodzenia Przyjacielu.

Podsumowując

Dziś wiem, że rozegrałem to najlepiej, jak wtedy umiałem. Nie było to łatwe, nie było miłe, ale wzmocniło mnie na tyle, że nie obawiam się przyszłości. Choć było po drodze dużo zmian i turbulencji - jestem pewien, że z zespołem, jaki obecnie mam, mogę stworzyć kolejną niesamowitą historię! Wszystko przed nami :)

A Wy? Jak byście się zachowali na moim miejscu? Co byście zrobili, jak to rozegrali? I czy teraz pisalibyście to, co ja, czy zostawilibyście tę całą sprawę bez komentarza i pozwolili, by Wasi byli współpracownicy po latach bezkarnie ośmieszali Was podczas wystąpień publicznych?

Myślę, że warto jest mówić, jak było. Sam raczej na co dzień nie wracam do przeszłości, za bardzo jestem zajęty teraźniejszością. Ale ta cała historia z pierwszą firmą szalenie dużo mnie nauczyła i wierzę, że warto czasem do niej wrócić, choćby po to, byście Wy nauczyli się z niej czegoś pożytecznego. No i dowiedzieli się czegoś więcej o mnie.

Korzystając z okazji, chciałem podziękować wszystkim tym, którzy wsparli mnie w tamtych trudnych momentach i wspierają mnie do dziś. Wszystkim przyjaciołom (tym prawdziwym) i rodzinie, ale przede wszystkim mojej żonie, która pomagała mi we wszystkim, jak tylko umiała. Dziękuję!

Cóż, a Wam, moi drodzy byli współpracownicy, którzy zapewne to czytacie, życzę poradzenia sobie z przeszłością, bez uciekania się do kolejnych intryg, tworzenia frontów i uskuteczniania ataków na moją osobę, i całe moje otoczenie. Zajmijcie się swoją spółką, tak bardzo przecież ją chcieliście dla siebie! Zabawne, zależało Wam na tym, bym zniknął z firmy i Waszego biznesowego życia, a gdy tak się stało, wy się wciąż za mną uganiacie! Heh, jednak nie umiecie beze mnie żyć, co?

 

 Cd – mam nadzieję, że nie nastąpi :)

10.04.2017

<< powrót

Podziel się wpisem:

bg

Zainteresowany?

Napisz do nas [email protected]