Responsive image Responsive image
historia firmy

Blog Byłem programistą, teraz jestem CEO - pilot cz.2

Byłem programistą, teraz jestem CEO - pilot cz.2

CHAPTER 2: Tworzenie własnego środowiska

W poprzednim wpisie w dużym skrócie opisałem moje pierwsze 4 lata drogi, prowadzącej do kariery IT.

W tym teście dowiesz się:

- jak wykorzystać doświadczenie, zdobyte za granicą;

- co dają praktyki w Microsoft;

- jak stworzyć podwaliny pod startup

 

Dwa postanowienia – powrót do Polski i powołanie koła naukowego

Ostatnio skończyłem na tym, jak w Austrii dorabiałem po pracy i sam byłem czasami pośrednikiem. Zapewne trwało by to jeszcze kilka lat, gdyby nie pewne szczęśliwe odkrycie. Pewnego razu, szukając wiedzy programistycznej na Internecie, natknąłem się na informację na temat naboru na wakacyjne praktyki w firmie Microsoft Polska. To było moje marzenie z dzieciństwa. Stwierdziłem więc, dlaczego by nie spróbować?

To był zdecydowanie punkt zwrotny w mojej karierze, a nawet w moim życiu. Złożyłem papiery na praktyki i choć nie było to łatwe, przeszedłem testy próbne pozytywnie. Z początku pracowałem dla polskiego oddziału Microsoft zdalnie, ale na wszelkie szkolenia i spotkania grup projektowych zjeżdżałem do kraju. Zacząłem imać się wszystkich możliwych projektów. Akurat były wakacje, więc był to idealny czas, bo miałem przerwę od studiów i odpadło mi kilka innych obowiązków.  

Pierwsze zadania, jakie wykonywałem, wiązały się z poznawaniem nowej technologii i pisaniem samouczków dla portali Microsoftu. To było coś całkiem dla mnie nowego. I gdy po wakacjach wróciłem na studnia, czułem, jak bym prześcignął doświadczeniem swoich rówieśników z rocznika o parę lat.

Tak mi się podobały praktyki, że przedłużyłem je o kilka miesięcy. W międzyczasie dojrzała też we mnie decyzja, by wrócić na stałe do Polski.  Zrobiłem to jesienią, właśnie wtedy rozpoczynałem drugi rok studiów inżynierskich. Obiecałem sobie że przycisnę naukę i zrobię dodatkowe kursy, warsztaty, jak tylko nadarzy się jakaś okazja. Gdy byłem w Wiedniu często żałowałem, że nie mogłem brać udziału w różnych ciekawych szkoleniach i eventach, które organizowane były przez moją uczelnię, bo mnie tam fizycznie nie mogło być. Stąd nowe, silne postanowienie – skupienie się na nauce, rozwoju, oraz kontynuacja współpracy z Microsoft.

Drugim postanowieniem, którego realizacją także zająłem się wkrótce po powrocie, było założenie koła naukowego, w którym można by było uczyć się znacznie więcej, niż na studiach. Chciałem, aby nazwa koła naukowego wskazywała na coś nowoczesnego. Tak oto powstało Koło Naukowe Nowych Technologii Programistycznych. Jednych ta nazwa przerażała (zwłaszcza kadrę uczelni), a drugich wręcz przyciągała. To było jedyne koło naukowe o profilu IT w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Opiekunem ze strony uczelni został dr Marek Jaszuk, który dzielił z nami wiele niepowtarzalnych przeżyć.

Dzięki mojemu praktycznemu doświadczeniu, zacząłem osobiście prowadzić zajęcia ze studentami, w ramach mojego koła. W tamtych czasach, w środowisku prywatnej uczelni rzeszowskiej, praktyka w firmie Microsoft była imponującym wyczynem. Tak samo traktowano moje doświadczenie, zdobyte za granicą. Dlatego szybko zyskałem miano lidera. Początkowo członkami koła byli moi znajomi, ale szybko zaczęli dołączać do nich inni studenci.

W tym wszystkim tkwił jeden szkopuł – ogromna przepaść mentalna pomiędzy mną, a osobami, które całe dotychczasowe życie wiodły w kraju. Ciężko było mi znaleźć ludzi, z którymi mógłbym otwarcie porozmawiać na wszystkie możliwe tematy. Zazwyczaj więc przyjaźniłem się z ludźmi, którzy podróżowali albo, tak jak ja, pracowali za granicą.

Wtedy właśnie dostrzegłem problemy przeciętnego Polaka, który nigdy nie przebywał za granicą. Brak wiary w siebie, wieczne narzekanie na swoje życie, bezczynność i pilnowanie, by przypadkiem kolega nie chciał się wychylać. Dlatego,  jeśli w takich warunkach ktoś chciał coś zrobić więcej, to automatycznie stawał się wrogiem publicznym, którego należało ośmieszać i demotywować. Całe szczęście, że ja potrafiłem sobie z tym radzić i że spotykałem też ludzi, którzy jednak mieli zbliżoną mentalność do mojej. Otaczałem się pozytywnie zakręconymi osobami, pełnymi optymizmu i chęci do działania. Jeden drugiego motywował i wspierał. Rozmowy sprawiały, że człowiek nakręcał się i czuł, że żyje, że coś się dzieje, że ktoś go rozumie.

Koło naukowe było jedynie pierwszym krokiem na drodze do spełnienia moich aspiracji. Kluczową sprawą było tworzenie projektów dla zabawy oraz dla nabycia doświadczenia, ale przy założeniu, że powstawać będą w najnowszych dostępnych technologiach. Zależało mi, by projekty, jakie realizowaliśmy, były przede wszystkim innowacyjne i przydatne. Zgodnie z tą ideologią powstał pomysł na wirtualną uczelnię w wersji mobile. Mieliśmy ten projekt zrealizować dla jednej z firm rzeszowskich, ale docelowo dla naszego użytku, bo na naszej uczelni taki studencki, wirtualny system był, lecz brakowało nam go na telefonach.

Na kole naukowym poznałem ludzi, z którymi później stworzyłem swój pierwszy startup, lecz nim do tego doszło, starałem się po cichu kierować ich rozwojem. Jak już wspomniałem, cały czas szukałem ambitnych, pozytywnych, odważnych i chętnych do poznawania nowych rzeczy, zajawionych na nowe technologie osób. Często jednak byli to ludzie, którzy nie wierzyli w siebie, nie wiedzieli, co mogliby robić i w czym się spełnić. Praktykowałem więc to, czego nauczyłem się za granicą: motywację. Mówiłem: „Wiesz co? Robisz świetną grafikę! Masz talent” - klepałem po ramieniu i kontynuowałem: „Dasz radę, będzie z ciebie świetnych fachowiec. Popracuj jeszcze nad tym projektem, zrób kilka wersji i coś z tego wybierzemy”. W efekcie tych drobnych sugestii, ludzie faktycznie zaczynali wierzyć, że są w czymś dobrzy i dzięki temu szybko się rozwijali. Starałem się też polecać im kursy i szkolenia online, jakie powinni przerobić.

Po pewnym czasie zajęcia na kole naukowym stały się czymś niezwykle istotnym, czasami wydawało mi się, że nawet ważniejszym niż same studia. Zaczęliśmy wymyślać różne projekty, spotykaliśmy się na piwie i integrowaliśmy się. Pewnego razu rzuciłem temat wzięcia udziału w międzynarodowym konkursie IT. Wtedy to wydawało się szalone! Słyszałem: „Jak my, studenci z uczelni prywatnej z Rzeszowa, możemy mierzyć się z tymi z uczelni publicznych z Krakowa, Warszawy i innych dużych miast? Przecież nie mamy szans, oni od lat wygrywają…” I wiecie co? Zebrałem zespół najlepszych, wzięliśmy udział w konkursie i wygraliśmy! A potem kolejny i kolejny… Mój optymizm i wiara w zespół sprawiły, że niejednokrotnie udowadnialiśmy, iż jesteśmy najlepsi. Owszem, były też razy, kiedy nie wygrywaliśmy, a jedynie docieraliśmy do finałów, ale i to dawało nam wiele doświadczenia i satysfakcji, a przy okazji – widoczności w mediach. Czasami członkowie koła mówili do mnie coś w stylu: „Myślę, że nie wygramy, ale patrząc na Twój optymizm i na to, że udało nam się już nie raz, to przypuszczam, iż mogę znowu się zdziwić”.

O samych konkursach i sztuce wygrywania/przegrywania będę pisał w osobnym wpisie.

Czułem misję – stworzyłem startup

Ten burzliwy okres rozwoju, całego nowego zespołu koła naukowego i każdego członka z osobna, sprawił, że nabraliśmy wiatru w skrzydła. Władze uczelni zapraszały nas w charakterze gości honorowych na różnego rodzaju wydarzenia, graduacje. Na fali sukcesów dostałem także indywidualne wyróżnienia, takie jak Student Roku (dwukrotny tytuł - jako lider i innowator) czy Studencki Nobel w dziedzinie inżynierii. Takich nagród i wyróżnień było coraz więcej. Kto by pomyślał, że moja decyzja o powrocie do Polski przyniesie tyle pozytywnego zamieszania!

Zdecydowanie czułem misję. Pragnąłem, by moi koledzy nie musieli wyjeżdżać w przyszłości za pracą, by mogli we własnym kraju rozwijać się i zarabiać godnie, by zmienili podejście do życia i uwierzyli, że wszędzie da się osiągnąć zamierzone cele. W późniejszym czasie moja misja okazała się jednak znacznie trudniejsza, niż z początku myślałem, ale o tym również będę pisał w osobnym artykule :)

Tak więc - po niespełna 5 latach od ukończenia liceum założyłem swój pierwszy prawdziwy startup, z pełnym składem 9-osobowym. Na pokładzie mieliśmy: grafika użytkowego, programistę Android, Windows Phone, iOS, developera gier, animatora, programistę webowego, no i mnie, jako programistę, ale również CEO, który potrafił świetnie sprzedać produkt podczas prezentacji. W niedalekiej przyszłości zespół zwiększył się do 20 osób.

O pierwszych miesiącach funkcjonowania startupu będę pisał w osobnym tekście.

Dodam tylko, że wszyscy wtedy jeszcze studiowaliśmy i wciąż braliśmy udział w konkursach. Nocami przesiadywaliśmy w firmie i pisaliśmy prace inżynierskie, albo realizowaliśmy projekty na zaliczenia. To były czasy! Nie było czasu na nudę i zastój. Z czasem coraz większe rzesze studentów chciały do nas dołączyć. Media co chwila pisały o naszych spektakularnych sukcesach. Wielu mówiło, że mamy szczęście, ja uważałem natomiast, że po prostu jesteśmy dobrzy i wierzymy w to, co robimy, a to nas wyróżnia wśród innych: MOCNA WIARA W TO ŻE SIĘ UDA.  

Microsoft – warto!

Jeszcze kilka słów o tym, czego nauczyłem się dzięki praktykom i pracy w Microsoft (przez 2,5 roku). Gdy byłem na pierwszych praktykach, nabrałem w końcu wiary w siebie. Trafiłem na świetnych ludzi m.in. na Piotra Bubacza, Jana Kleczkowskiego, którzy zmotywowali mnie do życia. Nauczyłem się pisać artykuły szkoleniowe. Zrozumiałem też, że poznawanie nowych technologii, to nie tylko coś przyjemnego, ale też bardzo potrzebnego. Dzięki temu zawsze możemy wyprzedzać konkurencję. Nauczyłem się programować gry i zakochałem się w tym (dzięki, Rafał Czupryński!) – później sam zacząłem uczyć innych. Poznałem technologie mobilne, co miało wpływ na to, że do tej pory robimy głównie mobile.

Potem dołączyłem do Programu Microsoft Student Partner – ten program zmienia ludzi. Dzięki niemu zaczynasz wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych. Z praktycznych rzeczy - uczysz się zarządzania zespołem, tworzenia innowacji, profesjonalnego prezentowania produktów i idei. To właśnie tam po paru kursach poznałem tajniki skutecznej prezentacji, które do tej pory szlifuję. Wreszcie - w programie poznałem niesamowitych ludzi, z którymi do tej pory współpracuję. Wiem, że jak pojadę do dowolnego miasta w Polsce (i nie tylko w Polsce), to kolega z programu przyjmie mnie z otwartymi drzwiami. Co najlepsze, z perspektywy czasu wychodzi na to, że niemal wszyscy z programu odnieśli sukces życiowy:  pracują na wysokich stanowiskach w znanych firmach lub sami prowadzą biznesy i zatrudniają wielu ludzi.

Jeśli jesteś studentem i masz okazję to wystartuj do tego programu! Ale od razu zaznaczam, że łatwo nie jest. Jeśli jesteś w stanie poświęcić się i brać z programu co tylko się da, to jest to coś dla Ciebie. Jednak jeśli zwątpisz w trakcie i zabraknie Ci wiary w siebie, to szybko zakończysz przygodę w Microsoft. Jeszcze jedna kwestia – jeśli staniesz się MSP, to musisz w swoim środowisku powołać grupę ludzi w postaci koła naukowego, a Twoim zadaniem jest uczyć ich tego, co Ty sam się nauczyłeś, i motywować ich do tego, by tworzyli innowacje i rozwijali samych siebie. Jeśli czujesz, że możesz, to zrób to! Ale na 1000% i potraktuj to, jako jedną z najważniejszych przygód Twojego życia, a zapewniam Cię, że nie będziesz żałować! Jeśli jesteś osobą, w której otoczeniu jest MSP – nie hejtuj go, pomagaj mu, angażuj się i nie zazdrość niczego. Może będziesz prawą ręką, następcą, może razem zrobicie kolejnego Facebooka! Pamiętaj, że każdy MSP czy CEO potrzebuje ludzi, na których może liczyć. Przy takiej osobie dowiesz się bardzo dużo, może nawet wspólnie stworzycie nie jeden biznes?

Jedno jest pewne - nigdy nie jest łatwo. Zawsze trzeba coś dać, nim zaczniesz brać! I póki jesteś jeszcze wolny, nie masz zobowiązań, rodziny - skup się na karierze, by później móc sobie cenić dobre zarobki, na które w startupie raczej nie możesz liczyć, zwłaszcza na samym początku istnienia firmy.

To słowem wstępu – jak z programisty zmieniłem się w młodego CEO. A może to było jeszcze inaczej? W kolejnych wpisach zapewne będę odnosił się do fragmentów z pilotażowego tekstu, ale postaram się sprawnie przeprowadzić Cię drogi czytelniku przez kilka ważnych etapów prowadzenia biznesu.

W kolejnym wpisie dowiesz się:

- jak mogą wyglądać pierwsze miesiące nowopowstałego startupu

 

Autor: Michał Ręczkowicz

06.03.2017

<< powrót

Podziel się wpisem:

bg

Zainteresowany?

Napisz do nas [email protected]